poniedziałek, 4 listopada 2013

ballada o brwinowie (24): cmentarz - groby żołnierzy

Prawie tuż przy głównej bramie, znajdują się groby żołnierzy poległych w bitwie pod Brwinowem – 12 września 1939 r. Żołnierze pochowani są wokół pomnika upamiętniającego bitwę. 











Niedaleko znajduje się nagrobek niemieckiego generała z czasów I wojny światowej. Za nagrobkiem, na ścianie z cegieł zawieszono zdjęte z muru nagrobki niemieckich żołnierzy. Wszyscy polegli w czasie jednej bitwy – 16 października 1914 r.  






ballada o brwinowie (23): cmentarz - stare groby

W centrum starej części stoi odnowiona, drewniana kaplica grobowa z połowy XIX wieku. Jej fundatorem był Eustachy Anastazy Marylski. Pochowana jest tu jego rodzina. 






 Nad wejściem do kaplicy znajduje się tablica z takim apelem:
„Nędzny przechodniu, ziemi prochu! za tym progiem
Tu wspomnij na swój koniec i kórz się przed Bogiem
Nie mijaj bez westchnienia, wspomóż nas modłami
A i za tobą westchną, jak się złączysz z nami”. 


Ciekawa jest też tablica poświęcona Piotrowi Marylskiemu.


 W okolicy znajdują się też groby rodzinne z lat trzydziestych. Na niektórych widać pozostawione bliskim miejsce. Wojna, zmiana ustroju, inne okoliczności wpłynęły na to, że miejsca te pozostały puste już na zawsze. 




Inne groby z lat trzydziestych. Niektóre są zapomniane, ale wszystkie są niezwykłe. 








ballada o brwinowie (22): cmentarz - widok ogólny

Cmentarz brwinowski jest cichy i spokojny. Mijam go ilekroć idę do ośrodka albo jestem na targu. Był czas kiedy wydawało się, że będziemy mieszkać przy cmentarzu i nie powiem, widok mi odpowiadał. Z tarasu nad garażami osiedla Księżopole rozpościera się taki widok: 



 Nowsza część cmentarza wyróżnia się między innymi nowym murem. Ale zmiany mają objąć cały cmentarz. Tym samym pozdejmowano już tablice nagrobne niemieckich żołnierzy. Chwilowo na tym poprzestano. 
 
 
 

 Spacer po starej części, szczególnie jesienią, jest kojący. A jednocześnie dookoła szaleją kolory.







wtorek, 15 października 2013

w kominie i na kominie (2)



Wczoraj adrenalina tak mi skoczyła w górę, że kiedy potem opadła, nie miałam sił ani ochoty pisać o wyprawie niecodziennej.
250 metrów w górę windą towarową to 6 minut huku, trzęsienia i niezwykłych widoków. Chociaż najpierw usadowiłam swoją tylną twarz na stojącym w windzie stołku, wnet się poderwałam i obserwowałam komin od środka. Na wysokości 25 metrów dowiedziałam się, że dokładnie na tym piętrze kręcono jeden z odcinków drugiej edycji „Top Model”. A potem wmówiono widzom, że całość działa się na dziesięciokrotnie wyższej wysokości. Cóż, nie od dziś wiadomo, że telewizja kłamie.
W sumie w kominie było siedem pięter. Wyjście z windy nie oznaczało jednak podziwiania widoków. Żeby podziwiać należało wspiąć się po drabinie wmontowanej w ścianę. Niedużo, dwa i pół metra. A może trzy.
Wtedy wyszło się na ażurowy podest prowadzący dookoła komina. Jeszcze dwa metry w górę po kolejnych metalowych szczeblach i już jest się na dachu. A tam ciepło, przyjemnie, tylko mgła dookoła. I trzeba patrzeć gdzie się stawia nogi.
Widoki nieziemskie, ale gdzieś tam w tyle głowy kołatało mi, jak ja zejdę. Zeszłam. Zeszłam. Zjechałam. Ciśnienie w uszach mi trzaskało. A miękkie nogi zrobiły mi się dopiero w domu. Kiedy opowiadałam młodej dokąd zawędrowałam.